że nie przyjęłaby z satysfakcją wiadomości o jego zaręczynach, w dodatku z dziewczyną

- Tak.
- Dobrze, pójdę na pewne ustępstwa. - Popatrzyła na swoje znoszone buty. - Kupię sobie nowe tenisówki.
miejsca. - Dla większości ludzi inwentaryzacja i katalogowanie to prawdziwe utrapienie, więc zgłosiłam się do tej pracy na ochotnika. Nawet w wieku komputerów nadal kocham zapach starych książek. - Ja też. Uśmiechnęły się do siebie. Jessica usiadła na obitym tkaniną stołeczku. - Masz ochotę na babeczkę i filiżankę kawy? - Nie, dziękuję. - Wszyscy w piekarni mówili dziś o panu Hoyle'u. Czy jego stan jest poważny? - Wszystko wskazuje na to, że się wyliże. Wczoraj zdarzyło się coś, o czym chciałam z tobą porozmawiać. Nie wiem, czy to ważne, ale między innymi z tego powodu opóźniłam swój powrót do domu. - Co się stało? - Szeryf Harper i detektyw Scott przesłuchiwali Chrisa w związku ze śmiercią Danny'ego. - Sayre streściła zaskoczonej Jessice to, o czym opowiedział jej Beck. - To tylko pudełko zapałek. Jak zauważył Beck, obrońca potrafi przedstawić tysiąc i jeden sposobów, w jaki mogło się ono znaleźć w domku rybackim bez udziału Chrisa. To żaden dowód. - Ale wystarczył, żeby policja zaczęła zadawać sobie pytanie, czy owego popołudnia Chris spotkał się z Dannym. - Też się nad tym zastanawiam, Jessico. Słyszałaś ostatnio o jakimś sporze pomiędzy Dannym i Chrisem? - Zawsze żyli w niezgodzie, czyż nie? Ich charaktery i zainteresowania nie mogły się bardziej różnić. Danny wiedział, że Chris jest faworytem waszego ojca, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio. Chris jest lustrzanym odbiciem Huffa, Danny nie. Wiedział o tym, akceptował to i chyba nawet podobała mu się ta sytuacja. Nie chciał być taki sam, jak oni. - Czy zabiegał o względy Huffa? - Nie. Myślę, że nie było to dla niego aż tak istotne. Nie zazdrościł Chrisowi, jeżeli do tego zmierzasz. - A czy Chris był zazdrosny o Danny'ego? Jessica roześmiała się, wyraźnie zaskoczona. - Dlaczego miałby być? - Nie wiem. Strzelam na ślepo. - Sayre wstała i podeszła do okna, z którego widać było to samo śliczne podwórko. Wróble już odleciała pszczoły brzęczały pracowicie, unosząc się nad amarantowymi kwiatami róż. Po spękanych płytkach chodnikowych wędrowała tłusta czarna gąsienica. - Nie wiem, czego szukam, Jessico. Pomyślałam, że Danny wspominał o jakiejś kłótni lub konflikcie między nim a Chrisem. - Chris spotyka się z zamężną kobietą. Danny tego nie pochwalał, ale z tego, co mi opowiadał, cudzołóstwo nie było dla jego brata niczym nowym. Pod względem moralnym obaj zawsze byli na przeciwległych biegunach. Coś mi mówi, że... - Jessica zamilkła. Sayre odwróciła się od okna i spojrzała na nią. - Coś ci mówi, że co? - To po prostu przeczucie. Nie mogę mieć pewności. Sayre usiadła na krześle i pochyliła się w kierunku dziewczyny. - Znałaś Danny'ego lepiej niż ktokolwiek inny. Myślę, że dużo lepiej niż jego własna rodzina, a nawet on sam. Ufam twoim przeczuciom. - Ten problem, który dręczył Danny'ego... - Sądzisz, że miał jakiś związek z Chrisem?
baranka.
- Pierwszy raz. - Właściwie ostatni. - Harper podniósł się, wspierając się o podłokietniki fotela. - Dobrze się trzymaliśmy. Przez całe lata dbaliśmy o to, żeby wszystko układało się po twojej myśli. Teraz przyszedł kres. Umywam ręce. Nie mieszaj mnie więcej do swoich spraw. Nigdy cię nie wydam, ale nie pomogę ci z tym - wskazał na kopertę. - Cokolwiek zrobisz, pamiętaj, że od tej chwili działasz sam. Nie wyglądał na kogoś, kto ma wystarczająco dużo sił, aby wsiąść z powrotem do samochodu, nie mówiąc już o wykonaniu swoich powinności jako szeryfa czy spełnianiu dodatkowych poleceń Huffa. Przynajmniej jednak przyznał się do swojej słabości i miał na tyle rozsądku, by postawić sprawę jasno. Ludzie nękani dolegliwościami fizycznymi lub problemami natury moralnej byli dla Huffa bezużyteczni. - Dbaj o siebie, Rudy. - Trochę już na to za późno - odparł szeryf i wskazał brodą na dom. - Lepiej ostrzeż Chrisa, że Watkins wciąż jest na wolności i może być bardziej zdesperowany niż przedtem. Przekaż to samo Sayre. Niech się mają na baczności. - Jasne. Rudy włożył kapelusz i pokuśtykał w dół schodami. Odjeżdżając, nie obejrzał się za siebie ani nie pomachał. Huff chwycił kopertę pozostawioną przez szeryfa i wszedł do domu, wołając głośno Selmę. Gospodyni wynurzyła się z kuchni, wycierając dłonie o fartuch. - Chce pan jeszcze kawy? - Sam sobie wezmę. - Rozkleił kopertę. - Idź na górę i obudź Chrisa. Powiedz mu, że muszę z nim porozmawiać. - Panicza nie ma. Huff przerwał wykonywaną czynność, nagle zdając sobie sprawę, że nie zauważył samochodu Chrisa przed domem. - Gdzie pojechał tak wcześnie rano? - Nie spał w domu, panie Hoyle. Wczoraj zadzwonił późno w nocy, powiedział, żebym pana nie budziła, ale prosił, by przekazać, że zamierza spędzić noc w obozie wędkarskim. Zapomniałam panu o tym powiedzieć... Huff zostawił Selmę, przepraszającą go za to, że nie poinformowała go o wszystkim wcześniej, i szybko podszedł do najbliższego telefonu w bibliotece. Wykręcił numer komórkowy Chrisa. Po czterech sygnałach w słuchawce odezwało się nagranie poczty głosowej. - Dalej, odbierz telefon. Jego palce zrobiły się nagle niezgrabne. Mięśnie klatki piersiowej zacisnęły się wokół serca, które się rozszalało, zupełnie jakby rzeczywiście niedawno przechodził zawał serca. Jeszcze raz wystukał tę samą sekwencję cyfr, z takim samym skutkiem. Nie tracąc więcej czasu, rzucił słuchawkę na widełki i pognał do szafy z bronią. Nie wiadomo kiedy, w środku nocy, wiekowy klimatyzator wyłączył się i odmówił dalszej pracy. Chris leżał na twardym, wąskim łóżku, pośród skotłowanych prześcieradeł, wilgotnych i wypłowiałych, zalatujących stęchlizną. Tej nocy było niemal tak samo upalnie, jak dwa tygodnie temu, w niedzielę, kiedy w tym właśnie pokoju zastrzelono Danny'ego. Czy to dopiero dwa tygodnie? Zdawało mu się, że minęło już co najmniej dziesięć lat. Stara drewniana podłoga wchłonęła krew Danny'ego niczym gąbka. Chris wątpił, by odbarwienia kiedykolwiek zniknęły, niezależnie od tego, ile razy się ją umyje.

wielu dorosłych potrafi tak rysować albo chociaż tak rozmawiać?...
Przyglądał się jej uważnie. Jej oczy nadal były podej¬rzanie mokre.
Westchnął ciężko i z desperacją wzburzył włosy dłonią.
- Ale dlaczego ja?
domyśliła się o czym rozmyśla Mały Książę.
Spłoszył się nieco. Czyżby czytała w jego myślach?
- To, co miałam ci do powiedzenia, usłyszałeś dawno temu. Dziesięć lat rozłąki nie zmieniło mojej opinii. - Z szacunku dla Danny'ego powinnaś chociaż zapytać, jak się czuję i jak sobie radzę z moim smutkiem. - Niczego nie powinnam. Nie szanuję cię, a co do twojego smutku, to widzę, że nawet nie wyłączyłeś dzisiaj pieców. Śmierć Danny'ego była tragedią, ale nie zmieniła charakteru tej rodziny. - Twojej rodziny. - Nie. Nie chcę mieć nic wspólnego z tobą, Chrisem i twoją odlewnią. Przyjechałam, żeby osobiście i prywatnie pożegnać się z Dannym przy jego grobie. Niestety, przeszkodził mi w tym twój sługus. - Nie zauważyłem, żeby Beck przerzucił cię przez ramię i zaciągnął tutaj wbrew twej woli. - Nie, ale sprytnie zasugerował, że wie o czymś, czego nie mogłam zignorować. Podstęp się udał, jestem tu. Teraz jednak spełniłam obowiązek. Jadę na cmentarz, a potem wracam do domu. - Jesteś w domu, Sayre. Roześmiała się gorzko. - Nigdy się nie poddajesz, prawda, Huff? - Nie. Nigdy. - Zrób sobie przysługę i zrozum, że nie masz już na mnie żadnego wpływu. - Za pomocą kciuka i palca wskazującego uformowała kółko. - Zero. Nie obchodzi mnie nic, co mówisz. Nawet nie próbuj mnie straszyć. Nie mógłbyś wymyślić niczego gorszego ponad to, co już zrobiłeś. Prze-stałam się ciebie bać. - Naprawdę? - Naprawdę. Podszedł do drzwi biblioteki i otworzył je na oścież. - Udowodnij to. 5 Było to wyzwanie, którego nie mogła odrzucić, podobnie jak konfrontacji z Beckiem Merchantem. Wycofywanie się nie leżało w jej charakterze. Chciała czy nie, odziedziczyła pewne cechy po swoim ojcu. Wiedząc, że prawdopodobnie dobrowolnie wpada w jego sidła, podążyła za Huffem do biblioteki. Powiedziała, że już się go nie boi. Zapewne w to nie wierzył, ale nie to było teraz ważne. Liczyło się jej przekonanie. Nie musiała udowadniać swojej odwagi jemu, tylko sobie. Łatwo było rozprawiać o uleczeniu i obojętności, mieszkając prawie cztery tysiące kilometrów od domu. Jedynym sposobem, by się o tym przekonać, było bezpośrednie zmierzenie się z wrogiem, który kiedyś zadał jej śmiertelną ranę. Tylko w ten sposób mogła się upewnić, że jej strach przed Huffem należy do przeszłości i że ojciec nie ma już na nią żadnego wpływu. Dlatego weszła za nim do biblioteki. Poza ogromnym telewizorem, w pokoju przez te dziesięć lat nic się nie zmieniło. Rozglądając się, próbowała przywołać chociaż jedno przyjemne wspomnienie związane z tym miejscem, ale nie potrafiła go odnaleźć w pamięci. Jaskinia Huffa wiązała się wyłącznie z przykrymi zdarzeniami w jej życiu. Kiedy była małą dziewczynką, wiecznie walczącą o zainteresowanie ojca, obowiązywał ją zakaz wstępu do biblioteki. Chris i Danny mogli wchodzić do sanktuarium Huffa, byli tam wręcz mile widziani, ale nie ona. Wiedziała, że wynika to wyłącznie z tego, iż jest dziewczyną. W tym właśnie pokoju Huff wyjaśnił Sayre i jej braciom, jak bardzo chora jest ich matka. Przemawiając
- Jak to?!
easy to get unitedfinances loan i need 1000 dollars now bad credit great lender

wdzięcznego wygięcia stopy wydawało się całe jak stworzone dla jego dłoni. Studiował je,

- Rozpaczała nad jego osieroceniem, wydawało się, że pragnie natychmiast do niego wrócić. Żal mi jej było, dałem jej więc czas, żeby mogła pobyć z wnukiem w Sydney
- Jesteś bardzo pięknym kwiatem - mówił Motyl uwodzicielskim głosem.

Bezbolesne leczenie i zabiegi na trądzik polecane przez klientów.

planety...

nauczył się łamać woskowe pieczęcie nad parą, posunął się nawet do tego, że czytywał
- Ja się nie poddam – wymruczał Krystian, leżąc na swoim łóżku i zawzięcie ssąc
- Zrobiłem to z pobudek egoistycznych. Zależało mi na twoim towarzystwie.
tiktok zarobki

- Widział pan Becka Merchanta? - Em, tak. Jest... jest tam. - W biurze? - W hali fabrycznej, z Chrisem. Nie podziękowała mu nawet za informację, tylko otworzyła drzwi i zniknęła w środku. George ruszył do samochodu. Chciał jak najszybciej wrócić do domu, gdzie czekała na niego Lila. - To ja podrzuciłem te zapałki do domku - powtórzył Beck. Chris spojrzał na niego, jakby wciąż czekał na puentę. Gdy ta nie nadeszła, wyraz jego twarzy zmienił się, rysy stwardniały niczym cement. - Proszę, proszę. To dopiero niespodzianka. Dlaczego to zrobiłeś, Beck? - Ponieważ wiedziałem, że to ty zabiłeś Danny'ego. - Nie zrobiłem tego. - Przestań się czepiać szczegółów. Gdyby nie ty, Danny nadal by żył. Bałem się, że ujdzie ci to na sucho, chyba że dam jakąś wskazówkę szeryfowi. W chwili, gdy detektyw Scott zapytał, jakim cudem Danny pociągnął za spust, byłem przekonany na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że to ty go zabiłeś. Kolejne pół procenta dodałeś, sugerując próbę wrobienia cię w morderstwo, i rzuciłeś nazwisko Watkinsa. Jedyną dręczącą mnie kwestią był motyw. Nie wyglądało na to, byś nienawidził Danny'ego. Najwyżej nic cię nie obchodził. Nie było między wami żadnego współzawodnictwa o uczucia Huffa. Wiadomo było, kto jest jego ukochanym synem i kto przejmie kontrolę nad odlewnią po jego śmierci. Jakie więc zagrożenie mógł stanowić dla ciebie Danny? Dlaczego musiał umrzeć? Nie znałem odpowiedzi na to pytanie aż do chwili, gdy dowiedziałem się o jego zaręczynach. Narzeczona Danny'ego powiedziała Sayre, że twój młodszy brat zmagał się z jakimś poważnym problemem natury moralnej. Wtedy zrozumiałem. Twoim motywem była sprawa Iversona. Danny wiedział, gdzie znajduje się ciało, i zamierzał wyjawić tę informację. Chris zaczerpnął powietrza w płuca i odetchnął powoli. - To był ten jeden raz w życiu Danny'ego, kiedy nie chciał ustąpić. Nalegał na spowiedź publiczną. Nie mogliśmy do tego dopuścić z Huffem. Stary powiedział mi, żebym się tym zajął. - I zająłeś się. Chris rozłożył ramiona, jakby nie było nic więcej do dodania. - Gdyby odkopano ciało Iversona, wywołałoby to wiele niewygodnych pytań. Poza tym, oskarżono by mnie dodatkowo o utrudnianie pracy sądowi. Paskudna sprawa. - Tym razem się nie wywiniesz. - Chyba jednak tak, Beck - Chris się uśmiechnął uroczo. - Jeszcze nie. - Chcesz mnie dopaść? Dlaczego? Z powodu Iversona? Beck się roześmiał. - Och, Chris, na tym właśnie polega cały dowcip. Wy, Hoyle'owie, jesteście tak cholernie aroganccy, że aż naiwni. Nigdy nie przyszło ci do głowy, żeby się zastanowić, dlaczego pojawiłem się tutaj tej nocy, gdy twój proces zakończył się zawieszeniem? Wzięliście mnie do siebie, ofiarowaliście ciepłą posadkę w firmie, przyjęliście jak członka rodziny. A ja znalazłem się dokładnie tam, gdzie chciałem, wygodnie umoszczony na łonie rodzinnym, zaufany sprzymierzeniec i powiernik. Oczy Chrisa zmieniły się w dwie szparki.

Old Hall od świata, bo można tam było w sekrecie knuć intrygi.
taką pozycję, która pozwoliłaby jej znaleźć się twarzą w twarz z Michaiłem. Bolały ją ręce,
- Wolę obserwować, niż być obserwowaną.
www.zabudowabalkonow.biz.pl/page/4/